Ląd afrykański cz. 2

Strefa wielbłąda obejmuje najjałowsze dzielnice rozpatrywanego terytorium, suche a znojne, ojczyznę Tuaregów. Obfitość drobnego pyłu w powietrzu zmusza człowieka do noszenia zasłony na twarzy. Miejscami tylko znajdują się oazy, porosłe gajami daktylowymi, wegetacja poza ich obrębem jest rzadka i uboga. Trzody składają się z jucznych wielbłądów i dromaderów, dostarczających mleka. Dromader zastępuje konia, tj. umożliwia dozór trzód, najazdy i podróże: w Saharze zachodniej, najjałowszej, może on robić dziennie po 300 kilometrów. Rozmiary gromady społecznej są mniejsze niż w poprzedniej strefie, największe źródła wody nie mogą ugasić pragnienia więcej niż 200 wielbłądów, napięcie koczownictwa musi być znaczniejsze. Wielbłądziarz zarobkuje jako przewodnik i łupieżca karawan, trzody zaś pozostawia pod opieką kobiet i niewolników. Kobiety, wolne od zajęć, oddają się muzyce i sztuce i w ogóle rozporządzają znaczną swobodą. Nadmiar ludności strefy wielbłądziej odpływa na południe i w kierunku wielkich oaz, jako czynny, organizujący pierwiastek społeczny. Większość państw Sudanu środkowego zawdzięcza swoje początki takim wychodźcom, a sułtani tamtejsi zachowali zwyczaj dziadowski pokrywania twarzy zasłoną.

Dzielnica, leżąca bardziej na południe, posiada pod wierzchnim pokładem nieco wilgoci, deszcze padają tam często, acz nieprawidłowo. Warunki nie sprzyjają wegetacji pastewnej, trawa jest niesoczysta i uboga, ale roślinność krzewiasta dość obfita. Okoliczności te uniemożliwiły trzymanie bydła, ale sprzyjają hodowli kozy  – zwierzęcia, charakteryzującego tę dzielnicę. Mieszkańcy hodują nadto owcę i wielbłąda. Koza dostarcza mleka na pokarm, materiału na namioty i tkaniny, nie staje na przeszkodzie szybkiemu przenoszeniu się z miejsca na miejsce, a ponieważ nie wymaga zbyt wielkiej obfitości wody, przeto nie powstrzymuje wzrostu ludności. Wiatry, znane pod nazwą harmatanu, w pewnych porach roku niszczą świeżość wegetacji i uszczuplają pokarm mleczny. Ale zarazem dają inne pożywienie: „acavia mimosa” pęka od suchości i dostarcza gumy arabskiej. Podczas zbiorów nawet najsłabsza ręka jest pożyteczna; rodzina im liczniejsza, tym zamożniejsza, niewolnicy istnieją w znacznej liczbie, a typ semicko-chamicki ludności przesiąka rysami murzynskimi. Klany są ludne i związane silną solidarnością każdy w swym łonie.

Pas bydła rogatego leży już poza obrębem właściwej pustyni. Trawa jest obfita i miejscami nawet bardzo bujna, ale roślinność w pobliżu wód szkodliwa dla wielbłądów, owady zaś, tam żyjące, są dla nie wprost zabójcze. Hodowla więc wielbłąda ustaje. Trzody składają się z konia, używanego pod wierzch, owiec i wołów. Wół indyjski służy jako zwierzę juczne i wierzchowe. Ponieważ źródła pożywienia, zwłaszcza w pewnych porach roku, są bardzo szczupłe, to koczownicy imają się innych zarobków. Na wybrzeżu morskim (w Arabii) trudnią się rybołówstwem, i nawet bydło jako paszę dostaje suszone ryby; zajmują się korsarstwem, uprawiają grunty, posługując się murzynami-niewolnikami, jako siłą roboczą osadzają nawet wśród siebie całe wioski murzyńskie trudnią się handlem niewolnikami. Osiadłe plemiona murzyńskie dzielnic ościennych dostarczają częstej okazji rabunku: szajki koczowników zapuszczają się aż do porzecza Kongo, organizując państwa murzyńskie. Powyższe strefy ciągną się długimi wąskimi pasami. Ukształtowanie to sprawia, iż koczownicy każdej grupy rozszerzają się przede wszystkim wzdłuż swojej strefy, a dopiero napotkawszy przeszkodę, zwracają się na południe lub wyjątkowo ku północy. Punktem wyjścia tych ciśnień jest Arabia: powodzie etniczne wydobywają się stamtąd przez przesmyk sueski i cieśninę Bab-el-inan-debską. Ludy semickie, pojawiając się w tych okolicach, zastały tutaj chamitów, których zepchnęły w góry i doliny rzeczne i może zniewoliły do uprawy roli; częściowo zaś wyrugowały do najjałowszych okolic Sahary, gdzie ci, dzięki wielbłądowi, znaleźli możność istnienia. W okolicach południowych rozpatrywanego terytorium koczownicy żyją zmieszani z rolnikami Murzynami i w ogóle czerpią utrzymanie swoje ze społeczeństw murzyńskich. W strefie wielbłąda istnieją oazy, większe i mniejsze, dające przytułek handlowi i przemysłowi, a w pasie nadmorskim i wzdłuż Nilu znaczniejsze terytoria rolnicze, których nie rozpatrujemy z bliska. Do tego przedmiotu powrócimy w jednym -z dalszych paragrafów. Oazy mniejsze znajdują się pod władzą koczowników, większe terytoria rolnicze usiłują, przeciwnie, wziąć w karby niesforny żywioł pustyni, jak to ma miejsce w Marokko, Algierze, Tunisie, Egipcie. W ogóle koczownictwo, zwłaszcza w pasie wielbłąda, wytwarza, typy ruchliwe, powściągliwe, energiczne. „W pasie wielbłąda rozpadnięcie plemienia na drobne duary stanowi konieczność nieodzowną. Każda grupa koczuje samotna od stacji do stacji, robiąc długie podróże, a krótkie odpoczynki. Przymioty, niezbędne dla kierownika klanu, a więc pewne przewidywanie, znajomość okolicy, zdolność do rozkazywania innym, energia rozwijają się u znacznej liczby jednostek w porównaniu z innymi rasami pasterskimi. Te zalety potęgują się tym snadniej w każdym z niewielkich wodzów duaru, że pochody są rozleglejsze i częstsze, a niebezpieczniejsze niż gdzie indziej”. W ogóle warunki bytu, niedostateczne do wyżywienia istniejącej ludności, zniewalają do rozbojów i handlu; człowiek w pasie najjałowszym przebywa tylko dla tego, że jest otoczony okolicami, które łupi i pomiędzy którymi pośredniczy.