Terytorium górskie cz. 1

Terytorium górskie, wznoszące się we wschodniej Afryce, przedstawia, na nieznacznej przestrzeni, wielkie różnice. Kiedy w dolinach Ugandy, Kiwarondo i in. przeciętny poziom temperatury jest taki, jak w Tunisie, to na porosłych trawą płaskowzgórzach, otaczających pasmo Kenia, i w Unyoro szron co rano pokrywa ziemię przez znaczną część roku. Wyżej położone płaskowzgórza trawiaste sprzyjają pasterstwu, lecz bardzo szczupła ich ilość jest powodem walk nieustannych o posiadanie. Silniejszy sąsiad spycha słabszego, zepchnięty zaś w niziny daje początek ciśnieniu, rozszerzającemu się w dalszych okolicach. Pozostający we władaniu płaskowzgórzy stanowią zazwyczaj dobór energii. W analizie naszej pozostawimy na uboczu Abisynję, jako kraj, który zanadto wyzwolił się z pod bezpośredniego wpływu przyrody, nieznane obszary pomiędzy górnymi nurtami rzek Sobat i Nilu białego, oraz ziemie, leżące dalej na zachód, a słynące pod nazwą kraju rzek.

W terytorium górskim można odróżnić cztery dzielnice różnej rozciągłości. Z pośród nich najważniejszymi, pod względem socjologicznym i psychicznym, są płaskowzgórza pastewne.

Jako typ ludu pasterskiego tej dzielnicy, służyć mogą Masajowie, zamieszkujący płaskie wyniosłości dokoła gór Kemy i Kilimandżaro. Koczowniczy tryb życia, właściwy pasterzom stepowym, jest tam niemożliwy: wygony bydła polegają na tym, że, jak w naszych Karpatach i w ogóle wszędzie w górach, Masajowie pędzą je w pewnych porach roku w góry, winnych spędzają na dół, lecz zawsze na nieznacznej przestrzeni. Powstają w ten sposób dwa posterunki pasterskie. Jeden, osiadły, w obrębie stacji pory chłodnej, tam przebywają rodzice z małą dziatwą. Drugi w górach, letni, składa się z młodzieży płci obojga, pozostawionej samej sobie. Rodzina jest przez znaczną część roku jakby rozpołowioną, nić łączności pomiędzy rodzicami a dziećmi zerwaną. Produkty mleczne są odsyłane do domu gospodyni, która wolna od wszelkiej pracy, może nabierać tuszy, dowodu „dobrego pochodzenia”. Lecz ponieważ pomór dziesiątkuje bydło, a przyroda poskąpiła innych darów, więc Masajowie, tak samo jak górale szkoccy i szwajcarscy, muszą systematycznie uprawiać rozbój, czyli chodzić na Beutuzugi. Obok dwóch powyżej wymienionych posterunków pojawia się za tym trzeci – obóz, do szczętu niszczący rodzinę, już podkopaną przez organizację pasterstwa. Malec, po skończeniu lat czternastu, opuszcza dom rodzicielski i namiot pasterski, otrzymuje od ojca niewielką trzodę na swe potrzeby i udaje się do obozu wojackiego. Od służby obozowej nikt nie jest wolny, a dla wielu ciągnie się ona przez całe życie. Młódź, nie związana z rodziną żadnymi interesami, mieszka w obozie i ćwiczy się w sztuce wojennej. Dziewczęta, przyzwyczajone do swobody od najmłodszego wieku, towarzyszą junakom, jako „dobre przyjaciółki”, i krzątają się około gospodarstwa. Czas upływa w miłości i na wojaczce. Obóz jest drużyną opryszków, spuszczających się z gór, ażeby nieść pożogę pomiędzy rolników i rabować ich mienie, lub uderzających na sąsiadów. Junak oddaje zabrane bydło ojcu, kosztowności dziewczynie. Życie obozowe, pełne gwaru i uciechy, ustaje ze śmiercią ojca: najstarszy syn opuszcza obóz i zabiera całą trzodę, oraz odziedzicza gospodarstwo ojcowskie; inni bracia, a tym bardziej siostry nic nie dostają. Dziedzic majoratu, tej instytucji, właściwej i innym góralom, a mającej na celu ograniczenie liczby stadeł małżeńskich i samodzielnych gospodarstw, żeni się, przestaje uczestniczyć w życiu obozowym, a kiedy umrze,“ trup jego rzucają na żer szakali, bo do pogrzebu honorowego utracił prawa. Wydziedziczeni bracia przebywają nadal w obozie, łup wypraw pozostaje przy nich; jeśli która z przyjaciółek ma dzieci, te noszą jej nazwisko i należą do domu jej ojca, tj. strzegą trzód dziada, póki nie wstąpią do obozu. Któryś z junaków niekiedy tworzy drużynę, zabiera przyjaciółki i trzody, spuszcza się na niziny i wznosi tam warownię, zmuszając do daniny sąsiednie osady rolników. Takim jest rodowód wielu władców okolicy wielkich jezior i na przestrzeni od źródeł Nilu do źródeł Kongo. Właściwy plemieniu Masajów tryb życia wyrobił w junaku hart ducha i rzutkość, rozboje wyzuły go z uczuć miłosierdzia, życie zaś obozowe z szacunku dla kobiety i węzłów rodzinnych, dla wieku i jakiejkolwiek powagi. Chuć jest jedyną sprężyną czynów jego. To też samowola i ucisk, rozbój i wojna, wyuzdanie i rozpusta stanowią charakterystyczne piętno tych monarchii.

Płaskowzgórza są porznięte dolinami, spuszczającymi się w niziny; wąskie u góry, rozszerzają się ku dołowi, w całości swojej tworząc trójkąt. Porosłe lasem, dają schronienie klanom, wyrzuconym z pastwisk górskich. Myśliwski tryb życia jeszcze bardziej rozprasza niewielką gromadę rozbitków. Wśród gąszczów leżą niewielkie polanki, w nich za żywopłotem znajdują się siedziby ludzkie, w których przebywa kobieta z dziećmi i z paru krowami, ostatnim szczątkiem trzód ongi licznych. Krowy nigdy nie wychodzą z zagrody, obok której kobieta karczuje niewielkie pólko (słodkie pataty, ignam, kukurydza). Mężczyźni znajdują się poza domem na obławie, bo zwierzyna tamtejsza albo trzyma się w stadach, albo jest tak silną, iż pojedynczy myśliwy nie może marzyć o jej upolowaniu. Rodzina jest rozbitą; mężczyzna, zmuszony do dłuższej nieobecności, posiada żony w wielu punktach kniei, prowadzące własne gospodarstwa. Z takiego ukształtowania stosunków rodzi się przywiązanie dzieci do matki i obojętność dla ojca, raczej gościa, niż pana domu.